STRASZENIE INFLACJĄ (listopad 2019)

by Paweł Śliwiński in Polska gospodarka

pawel_sliwinski

Straszenie inflacją

W okresie przedwyborczym media nieprzechylne rządowi straszyły Polaków drożyzną, czyli zwiększającą się inflacją. Miała być ona skutkiem polityki społecznej realizowanej przez rząd Zjednoczonej Prawicy, która według opozycji jest nieodpowiedzialna i skutkuje inflacją, wyższym długiem sektora publicznego oraz wyższym długiem zagranicznym kraju. W dzisiejszym Dodatku Ekonomicznym zmierzę się z pierwszym ze wskazanych straszaków, a w kolejnych odniosę się do pozostałych. Od początku 2004 r. Narodowy Bank Polski (NBP) w swojej polityce pieniężnej realizuje cel inflacyjny na poziomie 2,5 proc. z dopuszczalnym przedziałem wahań +/- 1 punkt procentowy. Uznaje zatem za pożądaną dla prawidłowego rozwoju gospodarczego kraju wielkość inflacji mieszczącą się pomiędzy 1,5% a 3,5%. Głównym instrumentem, który NBP może użyć chcąc wpłynąć na kształtowanie się cen są ustalane przez NBP krajowe stopy procentowe rynku pieniężnego. Mają one wpływ na oprocentowanie kredytów i depozytów w bankach, wpływając przez to na rozmiary kredytu i popyt w gospodarce. Aktualnie stopa inflacji w Polsce wynosi około 2,5%, co wydaje się poziomem optymalnym dla naszego wzrostu gospodarczego. Jak widać jednak na poniższym rysunku, inflacja w XXI wieku nie zawsze mieściła się w oczekiwanym przez NBP korytarzu.   Straaszenie inflacją

Źródła inflacji

Inflacja może być rezultatem czynników podażowych lub popytowych. Wzrost cen surowców czy wzrost kosztów pracy (czynniki podażowe) muszą przełożyć się na wzrost cen, jeżeli producenci i handlowcy mają utrzymać swoją zyskowność. Susza przy skromnych zbiorach spowodować może wzrost cen płodów rolnych, z czym mieliśmy do czynienia w ostatnim roku nie tylko w Polsce. Tym, którzy pomstują na wzrost cen warzyw w Polsce, warto przytoczyć dane zza naszych granic. Na przykład w Niemczech ceny ziemniaków po nieudanych zbiorach w 2018 roku wzrosły o ponad 50%. Obecnie kosztują one ok. 1 euro za 1 kg. Podobne zwyżki w krajach europejskich dotyczyły wielu innych warzyw (szczególnie korzeniowych), przy czym największe skoki cen odnotowano w krajach Wschodniej Europy, w której wraz ze wzrostem wynagrodzeń rosły też koszty produkcji. Znalazło to odzwierciedlenie w cenach. Czynnikiem popytowym, który wspierał wzrost żywności był z jednej strony wzrost zamożności Polaków, a z drugiej zwiększona chęć nabywania w naszej części Europy żywności wyrażona przez producentów i hurtowników z Zachodu wobec wysokich cen i braków na swoim rynku. W krótkim czasie producenci nie są w stanie odpowiedź zwiększoną produkcją na zgłoszony dodatkowy popyt. Z czasem jednak ceny przestają rosnąć, a gdy podaż produktów przewyższy zgłaszany na nie popyt, to ceny mogą nawet drastycznie spaść. Podobnie chociażby jak to miało miejsce z symbolem zmian cen w ostatnim czasie, czyli pietruszką. W okresie lipiec – wrzesień tego roku jej cena za 1 kg potrafiła spaść na targowiskach z 15 złotych do nawet 3 złotych.

Zbyt duża inflacja – dlaczego jest zła?

Mała inflacja jest odznaką zdrowej, rosnącej gospodarki. Z jeden z najbardziej znanych ekonomistów w świecie, były główny ekonomista Międzynarodowego Funduszu Walutowego Olivier Blanchard twierdzi, że nawet 4% inflacja jest do zaakceptowania. Jednak zbyt duża inflacja niesie ze sobą szereg niebezpieczeństw: (i) zmniejsza wartość posiadanego przez nas pieniądza – coraz mniej możemy kupić za tą samą jego ilość, (ii) rosną stopy procentowe i zwiększa się niepewność w planowaniu przyszłych wydatków, co zwiększa koszt kredytu obniżając konsumpcję i inwestycje, (iii) firmy zmuszane są dostosowywać ceny do zmieniających się warunków, co zniekształca wzajemne relacje cenowe na rynku obniżając efektywność funkcjonowania przedsiębiorstw. Gdy inflacja przeradza się w hiperinflację, może doprowadzić do załamania się całej gospodarki.

Brak inflacji, to też zła informacja

Brak inflacji, czy nawet ogólny spadek cen (deflacja) nie niepokoi ekonomistów tylko wtedy, kiedy jest rezultatem niższych kosztów produkcji, np. niższych cen paliw, czy pozytywnych zmian technologicznych (np. rozwój technologii komputerowej). W tej sytuacji niższe ceny idą często w parze ze zwiększoną produkcją. Jednak w większości przypadków powodem deflacji jest trwały spadek popytu wynikający np. z globalnej recesji, tak jak to miało miejsce  wielu krajach po światowym kryzysie 2008 roku, czy z prowadzenia oszczędnościowej polityki gospodarczej, tak jak to miało miejsce w niektórych krajach Unii Europejskiej po kryzysie zadłużenia w strefie euro w 2010-2011. Deflacja powodowana przez czynniki popytowe uruchamia tzw. spiralę deflacyjną. Wraz ze spadającymi cenami, pogarsza się kondycja przedsiębiorstw, które z czasem zwalniają pracowników lub obniżają im pensję. W rezultacie obniża się siła nabywcza konsumentów. Spada sprzedaż, tym bardziej, że wzrasta niepewność co do sytuacji gospodarczej w przyszłości. Ludzie i firmy więcej odkładają na później, a przedsiębiorstwa mniej inwestują. Taka sytuacja może też się przełożyć na kryzys systemu finansowego kraju, gdy zadłużone firmy oraz konsumenci nie są w stanie spłacać swoich zobowiązań.

Nie ma co panikować

Inflacja towarzyszy stale, z wyjątkiem nielicznych epizodów, współczesnej gospodarce. Szczególnie trzeba się z nią liczyć w uboższych krajach, które doganiają kraje bogatsze. Społeczeństwo się bogaci, rosną płace i wydatki, to i rosną ceny. Szczególnie dotyczy to tzw. towarów niehandlowych, czyli takich które nie podlegają, lub podlegają w ograniczonym stopniu, wymianie międzynarodowej. Gdy rosną płace w sektorze produkcyjnym, to aby mieć pracowników w usługach, trzeba im zaoferować wyższe wynagrodzenia. Większe płace kelnerów, czy robotników sezonowych przy zbiorach owoców, to wyższe ceny w restauracjach i w sklepach. Czy należy się tym martwić? Celem państwa jest rozwój kraju, a inflacja staje się kosztem bogacenia się. Korea Południowa, która jeszcze w 1970 roku miała PKB na mieszkańca w wysokości zaledwie 9% PKB na mieszkańca Niemiec, w 2009 roku przekroczyła 50% niemieckiej produkcji na mieszkańca. W ciągu tych 40 lat zsumowana roczna inflacja w Niemczech wyniosła 119% (co oznaczało jednak 3,3-krotny wzrost cen z uwagi na to, że w każdym kolejnym roku inflacja zwiększała ceny uwzględniające inflację z lat poprzednich), a w Korei 325% (21,5-krotny wzrost cen). Co ciekawe, tak zsumowana inflacja w Norwegii – jednym z najbogatszych krajów na świecie, gdzie PKB na mieszkańca jest wyższe niż w Niemczech aż o 70%, wyniosła 228% (9,4-krotny wzrost cen). Norwegia to kraj, do którego emigruje dużo Polaków, mimo że ma ona jedne z najwyższych cen na świecie. Generalnie jednak Norwedzy nie narzekają, zarabiają przecież odpowiednio dużo. Przykładowa norweska kawa musi być droga, bo by przekonać pracownika do pracy w kawiarni trzeba mu zapłacić na tyle dużo, żeby nie poszedł do pracy w firmie wydobywającej gaz na Morzu Północnym. Przy wysokich pensjach, koszty pracy przekładają się na wysokie ceny. Nie jest to przypadek, że najbogatsze kraje świata mają znacznie wyższe ceny niż kraje ubogie. Na skutek dobrej koniunktury gospodarczej w świecie przy wsparciu aktywnej polityki państwa w ostatnich latach rośnie gospodarka i w konsekwencji rosną płace. Musi to się przełożyć na pewną presję inflacyjną. Trzeba się z nią liczyć, ale mieć ją pod kontrolą. Czuwa nad tym Narodowy Bank Polski i jego organ decyzyjny Rada Polityki Pieniężnej, której członkiem jest prof. Eryk Łon będący profesorem Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu. UEP

Wdrożenie: nowe-logo